Łaski i cuda św. Stanisława Kostki - 1

Ks. Józef Warszawski SJ - "Największy z międzynarodowych Polaków - św. Stanisław Kostka", Rzym-Chicago 1961.


1. Stanisław miał przyjaciela w Rzymie. Zresztą nie jednego. Tym razem był nim Wloch - Ojciec Hieronim Otelli. Wiadomość o chorobie Stanisława doszła go późnym wieczorem 14-go. Zamierzał jak najspieszniej go odwiedzić. Nastająca noc z 14-go na 15-ty nie pozwoliła mu podążyć natychmiast z Domu Profesów do domku kwirynalskiego. Postanowił więc pobiec 15-go wczesnym rankiem. I - własne to jego słowa zeznawane podczas procesu beatyfikacyjnego - tego właśnie ranka, tuż przed przebudzeniem się i jakby w półśnie, zdawało mi się, żem już w drodze do nowicjackiego domu. Niespodziewanie spotykam bliżej mi nieznanego brata zakonnego wracającego stamtąd. Zagadnął mnie pierwszy pytaniem: A dokądże to, Ojcze? Na co ja jemu: Do św. Andrzeja - tak bowiem zwano dom na Kwirynale. Po co że tam - podjął tamten przyjaźnie. By móc - odparłem - zobaczyć Stanisława. Przecież choruje. A na to ów: Daremnie naprawdę spieszycie, Ojcze. Stanisław już w niebie. Nie dowiedzając nieprawdopodobnej wieści, i cały zaskoczony tymi słowami, wtrąciłem szybko: A skądże brat wie o tym? Oh - odparł domniemany brat - wiemci to, wiem! A nawet, żę już od trzeciej z rana tam przebywa. I przy tych słowach - tak zakończył swe zeznanie Ojciec Otelli - znikły sen czy wizja, czy jedno i drugie, i ocknąłem się".

2. "Że też nikt ze współczesnych nie spisał liczby i historii owych darów, które spłynęły na Stolicę Chrześcijaństwa za pośrednictwem Stanisława. Że też nikt nie przekazał potomności, ile się dokonało cudów, ile nawróceń, ile uzdrowień dusz i ciała. Od dnia owego bowiem, od 15-go sierpnia 1568 roku - grób przy kościele św. Andrzeja na Kwirynale stał się ośrodkiem bezustannych pielgrzymowań i nawiedzeń. Przychodzili mieszkańcy Rzymu i przybywali pielgrzymi z najdalszych stron świata. Klęczeli opodal trumny drewnianej prosty wieśniak obok potomka patrycjuszowskiego rodu, ubogi mieszkaniec Zatybrza obok wyniosłego czoła dostojnika kościelnego przybranego w kardynalską purpurę. Na domach, narożnikach i skrzyżowaniach ulic Rzymu przybijano obrazy przedstawiające scenę z Matką Najświętszą, podającą Stanisławowi Dzieciątko Jezus. Nowo narodzonym dzieciom poczęto nadawać na chrzcie św. jego imię. Jego obrazy - malowane na płótnach czy deskach, powielane sztychami, miedziorytami i drzeworytami - płynęły ze Stolicy Chrześcijaństwa w tysiącznych kopiach na cały świat".

3. "Historia łask świadczonych Austrii i Wiedniowi, historia kultu i nabożeństw, które zrodziły się w mieście i kraju jego szkolnych lat i studiów, zajęłaby chyba osobny tom. Mieszkanie przy Currentgasse nr 2, które zamieszkiwał wraz z Pawłem i Bilińskim, oraz izba, w której chorował i w której go Najświętsza Panna nawiedziła - zamieniono na pamiątkową kaplicę. Sam dom Kimberkera, stał się przez długie lata domem zakonnym i miejscem licznych pielgrzymek i odwiedzań, w których brały udział nawet koronowane głowy. Wiedeń szczycił się tym, że z niego wyszedł Stanisław uformowany duchowo - Stanisław zaś odwzajemniał się Wiedniowi duchową opieką. Wiedeń cały - poczynając od cesarskiego dworu, a kończąc na młodzieży uniwersyteckiej ubiegał się, jak rzadko która stolica, o kanonizację Stanisława - Stanisław zaś darzył go łaskami i cudami jemu chyba tylko samemu wiadomymi".

4. "Ojcze Najświętszy - pisała Rada Miejska Miasta Wiednia z końcem 1710 roku do papieża Klemensa XI - dowiedzieliśmy się, jak nader wielką jest liczba tych młodzieńców w naszym mieście, którzy za przyczyną błogosławionego Stanisława odebrali od Boga liczne łaski... Doszło też zapewne do wiadomości Waszej Świątobliwości, jak wiele miast i wsi za przyczyną św. Stanisława zostało uwolnionych od morowej zarazy...".

5. "Ojcze Święty - spieszyła dorzucić w osobnym piśmie wysłanym w dniu 3.VIII.1710 roku cesarzowa Amalia Wilhelmina - nader nam było mile usłyszeć, że dobrotliwy Bóg na prośby tego Świętego zachował wiele krajów, miast i ludzi od morowej zarazy, względnie od niej je uwolnił, i że niejednokrotnie wyświadczył także inne łaski tym, co z ufną żarliwością wzywali jego wstawiennictwa... Posiadamy w naszym mieście jeszcze ów pokój, w którym Stanisław był niegdyś obdarowywany niebieskimi widzeniami. Corocznie, w dniu 13 listopada, spieszy do niego mnóstwo ludzi i oddaje temu Świętemu cześć połączoną z serdeczną ufnością... Ojcze Święty - pisał cesarz Józef I do papieża Klemensa XI - upraszamy Waszą Świątobliwość, abyś błogosławionego Stanisława, pochodzącego ze szlachetnego roku Kostków, zaliczyć raczył w poczet świętych... Nie wątpimy, iż Waszej Świątobliwości dostatecznie jest wiadomym, jak bardzo zasługi Stanisława Kostki oddaliły morowe zarazy i liczne niebezpieczeństwa nie tylko w Królestwie Polskim, z którego pochodził, lecz także w innych krajach, w których wzywano jego wstawiennictwa".

6. "Nawet mgłami zasnute kraje Wielkiej Brytanii, które zdawać by się mogło, jak najdalsze są od serdeczno-rzewnych nabożeństw, czy młodzieńczo-uroczych świętych, rozbrzmiewały sławą cudów Stanisławowych zdziałanych na ich terenie - i to nie mniej niż pozostałe kraje Europy. Po trzystu latach od śmierci Stanisława kult dla jego osoby był tak jeszcze żywy i wielki w tych krajach, jak gdyby Stanisław był wczorajszym świętym. Autor "Historii londyńskiego seminarium" ks. Bernard Ward pisze, że kult św. Stanisława był w owych czasach (rok 1893 r.) jeszcze znany nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w Stanach Zjednoczonych oraz w Australii".

7. "Król Polski, Władysław IV, który panował w latach 1632-1648, cierpiał od dłuższego czasu na straszliwe bóle z powodu kamieni. Lekarze nadworni nie wiedzieli po prostu, jak pomóc i ulżyć cierpieniom. Król popadł prawie że w rozpacz i zaczął serio przemyśliwać o nieuchronnej śmierci. W śmiertelnym tym udręczeniu przypomniała mu się nagle postać Stanisława, do którego zarówno on, jak cały naród, żywił szczególniejsze nabożeństwo. Uczynił więc ślub Stanisławowi, że w razie cudownego uzdrowienia, poczyni wszelkie starania, by go wprowadzić na ołtarze jako świętego, ile tylko będzie w jego mocy. By zaś u nikogo nie mogło zrodzić się tak łatwe zawsze podejrzenie, że w ewentualnym uzdrowieniu króla zadziałała jakaś postronna przyczyna, kazał król treść swego ślubowania ogłosić po całym dworze.
I oto tuż po złożeniu ślubu, po uroczystym i głośnym wezwaniu pomocy błogosławionego Stanisława w obliczu całego dworu królewskiego, bolesny kamień - jak zanotowały akta procesu beatyfikacyjnego - rozpękł się nadspodziewanie na czworo i bezboleśnie opuścił organizm. Król poczuł się od razu uzdrowionym i z pierwotnym zapałem oddał się ponownie sprawom Rzeczypospolitej oraz pracy dla Królestwa. Równocześnie zamianował postulatorem do sprawy kanonizacji Stanisława lwowianina, Ojca Urbana Ubaldiniego, wysyłając go wraz z listami polecającymi do Stolicy Apostolskiej".

8. "Co najwięcej zadziwia podczas rozczytywania się w dziejach podobnych cudownych uleczeń dokonanych za wstawiennictwem św. Stanisława, to przedziwna jego hojność w świadczeniu łask i niezasłużonych darów. Przywracał bowiem zdrowie nie raz jeden tylko, nie jedynie w odosobnionym wypadku, ale wielokrotnie, i to zawsze kiedy z ufnością i zgodnie z wolą Bożą proszono, choćby osoba prosząca, czy chory potrzebujący, raz już przez niego zostały wysłuchane i uzdrowione".

9. "W 1621 r. Ojciec Rudnicki był profesorem teologii w kolegium poznańskim. Odezwały się niespodzianie zęby. Bóle powodowane ich chorobą stawały się chwilami tak silne, że doprowadzały aż do objawów jakby odejścia od zmysłów. Lekarz powyrywał wprawdzie po kolei dwa z bolących zębów. Lecz kiedy zabrał się do trzeciego, korzeń okazał się zbyt silny - i niepodobna go było wydobyć. Korona zęba pokruszyła się - korzeń zaś bolący pozostał. Podwoiło to nie tylko bóle, lecz spowodowało nadto owrzodzenie dziąseł i wzmożone cierpienia. Ojciec Rudnicki już nie panował nad sobą. Wprost zanosił się od szalonych bólów. Podczas tych cierpień sławny Ojciec Łęczycki, wielki czciciel i propagator kultu św. Stanisława, nawiedził pewnego razu chorego i widząc niedostateczność stosowanych środków ludzkich, wyjął otrzymaną podczas ostatniego pobytu w Rzymie relikwię i przyłożył do chorego zęba Ojca Rudnickiego. Relikwią był ząb św. Stanisława. Za pierwszym zaraz dotknięciem chorego korzenia relikwią św. Stanisława ból zęba natychmiast ustał i nigdy więcej nie powrócił".